Wiersze na czas jesienno - zimowy.

2009-11-18 20:57

***

 

Stwarzam piekło jasnych dni

Katorżniczym mimochodem

Płonąc wściekle rwę ze snów

Przywidzenia

Okręgami wzniosłych ust

Podniesieniem świętych miejsc

W erogenny rzucam grzech

Pokuszenia

Matką Boską na kominie

Wódką Czystą kroplą krwi

Błysk w ornatach świata złotem

Rozgrzeszenia

Cichym traktem Wspomnień grą

Rozerwanym torsem bladym

Tworzę niebo pluchą łez

Poema

 

***

 

Nie wypowiem serca

Symfonii wzruszeń

Rzewnego smyczka

W ciszy świec zatopiona Atlantyda

I ty gdzieś daleko.

W zamkniętej piersi

Tłamszony spazm

Stęskniony nów

W biegu komet rozpalony stos

I ja też daleko.

A mimo to pijemy z jednego kubka

Na przekór tym co nie wierzyli

W szczęśliwy układ planet.

 

 

***

 

Na rzęsie zawisła łza

Stworzona niepewnością zdarzeń

Kruchą taflą dnia

Ulotnością marzeń

 

W wazonie róże zasnęły

Pociemniały żalem uśpionym

 

W dłoniach zaklęty kamień –

To miłość cierpliwie czeka

 

 

***

 

Bywają Muzy sarkastyczne

Orężem słów na wietrze lśniące

Szpicą godzące beznamiętnie

fałszywych serc obłudne żądze.

Bywają Muzy lotne, zwiewne

Co rankiem mgłę na trawie ścielą

I nim ideą wzlecą boską

Już zwykłą stają się niedzielą.

Są Muzy wietrzne Są okrutne

Co pajęczyny, złudy plotą

Muzy anioły bałamutne

Muzy jak mosiądz i jak złoto.

Bywają Muzy jak dziewczęta

Jak twoja twarz na pożegnanie

Jak pućki, nóżki, jak rączęta,

Nieokreślone nieopisane.

Muzy na co dzień i do łóżka

Te w papierosowym dymie

I Muzy na srebrnych łańcuszkach

W suterenie zapomniane.

I wśród mnogości Muz pytanie

Wątpliwością kładzie cienie,

Jak mieszczą się one w tobie

-         ty moje małe natchnienie.

 

***

 

Pod paznokciem gdzieś zgubiłem

W sweterku ciepłym jak poezja

W galopującym czasie złudzeń

Dziurawy statek myśli.

 

 

*** Poranne nekrologi

 

 

Chciałoby się coś

Może najmniejszą rzecz;

Przebity sztyletem dzień

Krwawi świadomością

Na rozmytym pejzażu;

Snem rozgrzeszającym

Śpią nieodpowiedzialni

I szaleni;

Czyż w ogóle można żyć

Rysując koła cyrklem?

Ci wszyscy praktyczni

Z wyrobionym zdaniem

Na kolejny wiek

O duszach niczym

Opuszczony PeGeeR;

Obecnością to tu to tam

Świadomością umierania

Ugodzeni stają się

Jakby mniej –

Jakby ich nie było;

Chcąc wymazać noc

Parzoną kawą

W rozkroku pomiędzy

Obojętnością a nadzieją

Nie mam siły

Przekrzykiwać myśli;

Tandetą skrzypiące uwielbienie

I te oczy setki oczu

Nawiedzonych jedną myślą;

Ci których mierzi

Wyścig o bóg wie co

Noszą w kieszeniach

Zachwyt dla kropel

Malujących ulice

Obojętną szarością;

Kochają szalenie

Marzą niedbale

Umierają po cichu

Bez wyrzutów

Zadowoleni.

 

     - -

 

 

***

 

nie myśl Skarbie o gorączkach,

spójrz na kota ciepły sen

jak na wąsach złotych pączkach

kirem przykrył zwykły dzień;

nie myśl Skarbie o kłopotach

pod tym Klonem zardzewiałym

kiedy liście w papilotach

budzą świtem poszarzałym;

nie myśl Skarbie o adresach

pochowanych w twarzach ulic

o krwiożerczych zimnych biesach

które gryzą zwykłych ludzi;

o rozmowach całonocnych

płaczu co w poduszkę wsiąkł

pocałunkach beznamiętnych

w splotach zakochanych rąk;

 

pomyśl tylko o motylach

które drżą na wietrze złotem

o tych życia krótkich chwilach

mijających gdzieś za płotem.

 

 

***

 

 

Poza ziemią głębia stworzeń

Z których kosmos jest kropelką,

Poza życiem myśli zgubne

W grzywach koni wiezionych na rzeź,

Poza trwaniem rzeki wspomnień

Pełnych słów szeptanych w biegu,

Poza światem własny kąt

Odebrany skromnej muzie dawnych lat.

 

Poza snem złudna trzeźwość

Tępy masyw ludzkich skał,

Poza jawą nieśmiertelność

Utopiona w literatce nocy,

Poza tobą milion gwiazd

Tęskniących w wodach zimnych jezior,

Poza mną wszystko co ma sens

Szary pył polnych dróg.

 

***             

 

 

Takie jedno zapatrzenie

Zamyślenie zatrzymane w pół

Jasnym okiem zabarwione

Pożądanie twoich ud.

Wśród naręczy białych bzów

Czarci pomysł nagle spadł

I poleciał do twych ust

I rozkazał bym cię skradł.

Więc zabrałem cię tej nocy

Kiedy księżyc zakrył twarz

I spojrzałem w twoje oczy

Zatrzymawszy dla nas czas.

 

***

 

 

Twoja dłoń samotna,

Moje usta opuszczone,

Oddzielone murem czasu

Głuchym szeptem zatrwożone

Grą stosownych zdań najprostszych

Uleczalnym brakiem łez

Cichym kołataniem serca

Wiecznym aż po kresów kres.

 

Twoja dłoń samotna,

Moje usta opuszczone,

Wobec siebie takie obce

Choć dla siebie dziś stworzone

Tym spojrzeniem przezroczystym

Zrozumieniem nazbyt wątłym

Kasztanowcem rozpostartym

Życiem pięknym światem podłym.

 

Twoja dłoń samotna,

Moje usta opuszczone,

Zakreślone chmurne niebo

Wzrokiem tęsknym upiększone

Opuszczone myślą lotną

Samotnością beznadziejną

Zasłuchaną w cztery wiatry

Zamienioną w słowo jedno.

 

 

 

***

 

 

Za horyzontem życie moje

Znika jak czerwony karzeł dnia

Z chmury pękniętej na wskroś

Przebija piołun stalowy

Rumak co kopytami miażdży

Trzewiami rzygając śmierci w oczy

Jak zgnieciony rozmodlony

Ukrzyżowany ssak.

 

Śmierć biała ustała

Na krawędzi moich powiek.

 

 

***

 

 

Wypłakałem twoje oczy

Na gościńcu mych przeznaczeń

Wymodliłem twoje słowa

Na ołtarzu samotności

Wycierpiałem w prostych wierszach

Tchnienie myśli – ukojenie

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Z rozsypanych słów powstałaś

Wśród dojrzałych pomarańczy

- muzo czarnolistnych oczu

 

Wyśpiewałem twoje myśli

Pocałunkiem szeptem drżeniem

Połamanym niebem krwawiąc

Trwoniąc skargi w cztery kąty

Wybłagałem twe spojrzenie

Tchnieniem myśli – ukojeniem

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Z pogubionych marzeń wstałaś

Znad przepaści snów strąconych

- muzo czarnolistnych smutków

***

 

Rozbierz się dla mnie

W kaprysie nocy

Na podkowie gwiazd

Roztańczony balet rąk

I moich myśli

 

Zerwij cumy ust

Z oziębłości bliskich serc

Na brzuchu zostaw

Tylko kilka pragnień

 

Zrzuć jedwabiu wstyd

I stań naga na ostrzu źrenic

I błagam nie mów

Że grzeszysz

 

 

 

 

***

 

Zaczekaj nie odchodź

Sekundo teraźniejszości,

Nie zdążyłem się nacieszyć

Nie zdążyłem się zasmucić

A ty już pognałaś dalej

Gubiąc wśród Malw czerwonych

Zbyt krótkie kochanie.

 

Zaczekaj nie odchodź

Chwilko momentko zbyt szybka,

Daj zamknąć się w wierszu

Daj zamknąć się w dłoniach

A ty wciąż dalej i dalej

Gubiąc wśród drzew zielonych

To pierwsze kochanie.

 

 

***

 

Spopielone skrzydła nie wzlecą

W deszczu zapomną czym kiedyś były

Czy myślą wieszczą czy nieistnieniem

Zwątpieniem przyszytym do skóry;

Kiedyś przed oczami stanie

Krzew rudopłomiennych liści

Jak wypłakane kochanie

Jak umarli artyści.

 

—————

Powrót